Życie po rozwodzie
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blog > Komentarze do wpisu
« U mnie bez zmian...
Zakupy »

Długi weekend z Agatą

No więc minął kolejny długi weekend w tym roku. Jak mi minął?

Wtorek

Tak naprawdę, to jakbym miał mówić o długim weekendzie, musiałbym zacząć od... wtorku. Bo we wtorek po południu przyjechała do mnie Agata. Wieczorem raczej... Na sobotę byliśmy umówieni na weselu jednego z jej bliskich przyjaciół, poprosiłem, żeby wpadła wcześniej zebyśmy ustalili, co mam na siebie założyć. Garniturów mam trzy (czarny, mój ulubiony brązowy i ślubny, kremowy), do tego kilka koszul (głównie zielone i kremowe) i parę krawatów, złożyć z tego zestawu za bardzo nie umiem. Liczyłem się z koniecznością dokupienia jakiejś koszuli czy krawata, stąd poprosiłem ją, byśmy spotkali się wcześniej i temat omówili.

Nienawidzę wesel i zawsze szybko z nich uciekam, ale zależało mi, by sprawić jej frajdę, więc oczywiście gdy tylko temat się pojawił, powiedziałem, że naturalnie z nią pójdę.

Pokazałem co mam, ostatecznie wyszło na mój ulubiony zestaw - brazowy garnitur, pomarańczowa (ja mówię, że złota) koszula i czarny krawat. Gdybym miał sam wybierać, wziąłbym właśnie ten zestaw. Miło, że Agata wybrała ten sam.

Potem zabraliśmy garnitur, buty do niego i parę jeszcze rzeczy i pojechaliśmy do Agaty. Bo tę noc mieliśmy spędzić u niej. Potem miałem stamtąd pojechać we środę do pracy, a po pracy pojechać po dziecko i z nim na działkę do moich rodziców.

Środa

We środę okazało się, że moja żona jest w Warszawie. Zaproponowałem, żebyśmy się spotkali i żeby ze mną wróciła do swojej miejscowości, zamiast jechać pociagiem. Miałem jej do przekazania dwa dokumenty - wydrukowane pismo do sądu (uzupełnienie dokumentacji do rozwodu) i "rodzicielskie porozumienie wychowawcze", o którym będzie innym razem. Więc przyjechała do mnie do biura, zapakowałem ją do samochodu i pojechaliśmy.

Trochę pogadaliśmy... Zapytała, czy się z kimś spotykam. Powiedziałem, że oczywiście umawiam się na randki, ale nic konkretnego z tego nie wychodzi. Czemu ją okłamałem? Bo nie bardzo mam ochotę zaszkodzić sobie przy okazji rozwodu. Zapytała, czemu mi na tym tak zależy, by z kimś się spotykać. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że chodzi o to, by pójść z kimś do łóżka, bo mi tego brakuje.

Prawdą nie było to, że mi brakuje, ale że to ważny powód. Nie jedyny, rzecz jasna, ale cholernie ważny. Jeden z najważniejszych.

Powiedziałem, że udało mi się poderwać w klubie kilka dziewczyn, z którymi się później spotkałem. Powiedziałem, że z jedną z nich poszedłem do łóżka. Chyba odrobinę przesadzilem ze szczerością.

W każdym razie wspomniała, że ona nie bardzo umie podrywać facetów w tego typu miejscach. Odpowiedziałem, że tego się można nauczyć (jestem przecież tego najlepszym przykładem).

Tak czy siak, sympatycznie spędziliśmy nieco ponad godzinę w samochodzie. Porozmawialiśmy o tym, że niektóre dziewczyny boją się tego, że wrócę do niej. I oboje pośmialiśmy się z tego, bo przecież jakbym chciał, to bym wrócił, bez względu na rozwód czy jego brak. Zapytała, czy chcę. Odpowiedziałem, że już nie. Zgodnie z prawdą.

Tak czy siak, we środę zabrałem dziecko i pojechałem z nim 80 km do moich rodziców na dzialkę. Ze dwie godziny po moim przyjeździe przyjechała mama, ja już syna zdążyłem nakarmić, napoić mlekiem z butelki, zapakować do łóżka i uśpić.

Czwartek

We czwartek nie działo się nic szczególnego. Siedzieliśmy we trójkę na działce. Pojechaliśmy na rowery aby dać synowi znowu szansę karmienia jakiegoś konia na pastwisku, pojeździliśmy trochę po okolicy i wróciliśmy.

Piątek

W piątek jechałem z powrotem do pracy. Z działki od rodziców do biura mam ok. 60 km. Wstałem więc o 5:20, zapakowałem się i o 5:30 pojechałem. O 6:20 byłem w robocie, gdzie siedziałem przepisowo do 15. Potem zgarnąłem ojca i pojechaliśmy na działkę we dwóch.

Po przyjeździe już na nic nie miałem siły, więc próbowałem się trochę zdrzemnąć. Nic z tego nie wyszło.

Wieczorem napisałem, że żałuję, że nie ma jej przy mnie, bo mam ochotę się z nią kochać. Odpisała, że też ma na to ochotę, ale skoro wspomniałem, to ma jeszcze większą. I że mam jutro przyjechać wcześniej...

Sobota

W sobotę ok. 13 zapakowałem się w samochód. Na ślub mieliśmy jechać na 16, uznałem, że jak przyjadę do Agaty na 14, to będę miał czas by uprasować sobie koszulę, wypastować buty i jeszcze na przyjemności starczy czasu.

Byłem kwadrans po 14., bo trochę nadrobiłem bez sensu drogi... Akurat prasowała mi koszulę, a ja akurat miałem ochotę na trochę czułości, więc zacząłem się do niej dobierać. Skończyło się tak, że zaczęliśmy się kochać gdy ona pracowicie prasowała moją koszulę. Słabo jej to szło, pewnie nie była w stanie się skupić... Gdy w końcu przestała, poszliśmy do pokoju, gdzie skończyliśmy zaczęty wątek.

A potem poleżeliśmy trochę razem i zebraliśmy się na ślub. Przed wyjściem przedstawiłem Agacie moje zasady chodzenia na śluby i wesela, o których powinienem był wspomnieć wcześniej:

  • siadam zawsze na końcu w kościele,
  • nie uczestniczę w głupawych zabawach otrzęsinowych i jak mnie do tego wypchnie to będę musiał ją zabić,
  • wracam z wesel zazwyczaj dość wcześnie, bo w ogóle takich imprez nie lubię.

Ślub nudny. Kościelny. Jestem niewierzący i tego typu imprezy mnie drażnią strasznie. Zazwyczaj w kościele siadam na końcu i udaję, że mnie nie ma. Cholernie (ale naprawdę cholernie) jest mi nieprzyjemnie siedzieć w środku sali i nie uczestniczyć w nabożeństwie. Wprawdzie wstaję razem ze wszystkimi, ale klękać nie klękam i na pewno wygląda to odrobinę dziwnie. Dlatego jeśli tylko mogę, unikam tego typu sytuacji, tu nie miałem wyboru. Z pomysłu by usiąść na końcu kościoła nic nie wysżło, musieliśmy siedzieć razem z jej znajomymi.

Próbowałem sobie poprawić humor słuchając pieprzenia księdza. Trochę mi się poprawił, pośmiałem się, że moje małżeństwo się rozpadło, bo brakowało w nim boga (czy Boga). Ale drań miał co do jednego rację - rozpadło się, bo brakowało w nim miłości...

Potem pojechaliśmy podstawionym autokarem na wesele. Jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy, na sam koniec Warszawy.

Dotarliśmy na miejsce, usiedliśmy w otoczeniu jej przyjaciół (świetnie się tam czułem, co drugi facet ogolony na łyso). No i się zaczęło.

Czy pisałem Wam już, że nienawidzę wesel? Nie? No to napiszę.

Myślałem, że tam zejdę z nudów. Ile można siedzieć przy stole i chlać wódę? Ja mam słabą głowę, więc dość szybko (ale i tak wolno, jak na moje standardy) się złoiłem i musiałem zwolnić tempo. Nawet trochę próbowałem potańczyć. Od jakiegoś czasu (tj. od czasu laski, która mi to powiedziała) uważałem, że świetnie tańczę. Ale nie przy weselnych piosenkach. Zmusiłem się, żeby trochę z Agatą zatańczyć, ale w sumie nie było potrzeby, bo świetnie się bawiła ze swoimi kumplami.

Teraz dygresja. Muszę Wam wspomnieć o cholernie ważnej rozmowie, którą ostatnio odbyliśmy. Nie potrafę jej precyzyjnie umieścić w czasie, tym bardziej, że prowadziliśmy ją w kilku częściach.

Agata wspomniała, że poprzednio spotykała się przez parę miesięcy z facetem, który w tym czasie miał dziewczynę (czy narzeczoną? nie pamiętam). Że w końcu znudziło jej się bycie tą drugą i kazała mu się określić a on sobie ją odpuścił. Jakoś skojarzyłem, że to przecież miał być jeden z jej znajomych i zapytałem, czy to jeden z tych, z którymi się bawimy na weselu. Okazało się, że i owszem. Że to gość, który był tam ze swoją żoną w ciąży. Zresztą jej kumpel.

Rozbawiło mnie trochę, gdy w pewnym momencie wspomniał, że oni się we troje (on, jego penis i Agata) bujają już parę lat. Potem sprostował, że oczywiście żartował, ale ja tam przecież swoje wiem. ;) W niedzielę też coś palnął, że go interesuje nasze życie erotyczne, a potem szybko wyjaśnił, że to oczywiście też żart.

Dlaczego to było tak cholernie ważne?

To oczywiste, że taka informacja nie jest dla kogoś na moim miejscu przyjemna. Nie jest fajnie wiedzieć, że dziewczyna, z którą się widuję, spotykała się kiedyś z kimś, kto w dalszym ciągu jest w jej kręgu bliskich przyjaciół. I że, co więcej, to ona została przez niego rzucona.

Trochę nie mogłem o tym przestać myśleć.

Z wesela wrócilśmy ok. 3. i pojechaliśmy do niej, gdzie przenocowałem. Wieczorem oczywiście do niczego nie doszło, bo nie miałem na to ani grama energii. Zresztą byłem pijany i nawet jakbym miał energię czy ochotę, to nic by z tego nie wyszło. ;)

Niedziela

W niedzielę obudziliśmy się ok. 9. i dobre 2,5 godziny przeleżeliśmy razem w łóżku. Sporo gadaliśmy, przytulaliśmy się i tak dalej. I kochaliśmy się, do czego zabieraliśmy się kilka razy. Nie byłem w stanie skoncentrować się na tym, co robiliśmy.

Czemu?

Przecież to kurwa cholernie proste. Bo myślałem o tym, o czym wspomniałem nieco wcześniej.

Temat okazał się dopiero w niedzielę cholernie ważny. Bo wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że mi zaczyna na tej dziewczynie zależeć. Że dosżło do tego, czego z całej siły starałem się uniknąć. Bo do tej pory jakoś niespecjalnie dobrze kończyło się, gdy angażowałem się świeżo po poprzednim związku. Teraz minęło dobrych parę miesięcy, choć wtedy też to mniej więcej tak wyglądało. Po tygodniu czy dwóch zaczynałem się spotkać z kimś nowym i dość szybko się angażowałem. I po paru latach dość nieprzyjemnie się to kończyło...

Tak czy siak, powiedziałem jej o tym, kiedy tak sobie leżeliśmy w niedzielę. Powiedziałem, że mi na niej zależy.

Co teraz z tematem tej historii z przeszłości zrobię, to sam nie wiem. Na razie mnie temat drażni. MOCNO mnie drażni. Co będzie dalej, zobaczymy.

W każdym razie w niedzielę koło południa pojechałem od Agaty znów do rodziców, posiedziałem tam chwilę, zapakowałem syna do samochodu i odwiozłem go żonie. A potem wróciłem do Warszawy, gdzie znowu spotkałem się z Agatą.

Akurat siedziała na poprawinach u znajomych w domu. Miałem ją tylko stamtąd odebrać, stanęło na tym, że na chwilę tam utknąłem. Niespecjalnie miałem ochotę tam siedzieć, między innymi z racji tego, że był tam też ten gość (czy wspominałem, że wracając z wesela w sobotę sporo się dopytywał o mnie - dla mnie wygląda to na to, że gość chce sprawdzić, ile ja wiem i na ile może liczyć na to, że będę dyskretny, hehe).

W każdym razie dość szybko (choć jak dla mnie za wolno) się stamtąd zmyliśmy i pojechaliśmy do mnie. Ja się spakowałem (następnego dnia miałem jechać w delegację). Znowu się kochaliśmy, znowu bez jakichś wyjątkowych efektów, znowu z tego samego powodu. To wkurwiające dla mnie, że tak niewiele mi potrzeba, by mi zjebać nastrój nawet w czasie seksu. ;)

Poniedziałek

W poniedziałek rano wstaliśmy, zawiozłem Agatę do domu i sam pojechałem do pracy. Ona też miała iść do pracy, ale w końcu tam nie dotarła. Położyła się spać po powrocie do domu i wstała po 10. W sobotę na weselu zażartowałem, że powinna mnie odwieźć na lotnisko, a potem się okazało, że na poniedziałek rzeczywiście wzięła urlop. Więc ostatecznie przyjechała po nas do biura ok. 13 i pojechaliśmy na lotnisko.

Bardzo mi się przyjemnie zrobiło, że poświęciła na to swój wolny czas. Z głupia frant rzuciłem, żeby może mnie również odebrała we środę, gdy wrocę w południe. Najpierw powiedziała, że chyba przesadzam, w końcu stanęło na tym, że jak będzie miała wolną chwilę w pracy i będzie mogła się wyrwać, to jak najbardziej to zrobi.

W delegację polecieliśmy z kolegą na zachód Europy. Poszliśmy na piwo do jakiegoś pubu, po drodze z powrotem do hotelu znaleźliśmy jakiś klub, nawet przez moment był pomysł, żebyśmy do niego wpadli, ale ostatecznie stwierdziłem, że to głupi pomysł. Chciałem zabrać Agatę (i kolegę) w piątek na imprezę do jakiegoś klubu w Warszawie (aby zatrzeć niezbyt dobre wrażenie po weselu i udowodnić, że naprawdę nieźle tańczę). I wolę nie wydać 12€ na wejście do klubu tutaj, by później za te same 12€ bawić się przez dobre parę godzin. ;)

wtorek, 28 czerwca 2011, rozwodnik-waw
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Tagi: seks

Dodaj komentarz »
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
rest5
2011/06/28 09:55:12
Nie doczytałam nigdzie jak się rozwodzisz? Bez orzekania o winie?
Żona pytała, czy się z kimś spotykasz, bo w każdej chwili przecież może zmienić wniosek na rozwód z Twojej winy (zdrada). Wtedy masz przerąbane, bo dochodzą Ci alimenty na nią. Pamiętaj o tym i do czasu rozwodu nie afiszuj się z Agatą. Żona nie może mieć żadnego dowodu na zdradę (jesteście jeszcze małżeństwem). Może być różnie, a kobiety potrafią być wredne...
-
zagubionaddd
2011/06/28 17:16:13
Nie przejmuj się tym, że Agata była wcześniej z jakimś facetem. Wiem, że łatwo mówić, ale przecież Ty też nie jesteś święty. Każdy ma jakąś przeszłość.
-
rozwodnik-waw
2011/06/28 17:47:54
rest5 - bez orzekania o winie. Wiem, że żona może to wykorzystać przeciw mnie, dlatego będę musiał trzymać język za zębami.

zagubiona - nie chodzi mi o to, że z kimś się spotykała, bo to naturalne. Raczej o to, że ma z tym kimś cały czas bliski kontakt. Coś, jak kontakt, który ja będę mieć z żoną...
-
zagubionaddd
2011/07/02 16:28:13
No widzisz, jesteśmy dorośli i czasami trzeba zmierzyć sie z trudną sytuacją.
Sam mówisz, że podobnie jak z Twoją żoną. Ty wymagasz wyrozumiałości, więc sam też powinieneś umieć ją zapewnić.
Dodaj komentarz »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog