|
|
Blog > Komentarze do wpisu
U mnie bez zmian...
U mnie bez zmian. Praca, dom (wynajęty pokój), praca, druga popołudniowa praca, dom, praca, weekend u rodziców. Ostatni weekend siedzieliśmy z rodzicami na działce. Wolę siedzieć w domku letniskowym w lesie, niż w bloku, nawet jeśli miałoby padać. Synowi też się podobało. Ostatnio wychodziło na to, że mniej więcej trzy razy w tygodniu widzieliśmy się z Agatą na kolację ze śniadaniem. Albo ona przyjeżdżała do mnie, albo ja przyjeżdżałem do niej. Spędzamy czas na gadaniu, czasem jakiś film się włączy, czasem coś zjemy, kąpiemy się razem, kochamy się i idziemy spać. Następnego dnia rano każde jedzie w swoją drogę - czyli ja do pracy a ona do siebie (albo ja do pracy i ona do pracy, nieco później). Bardzo mi taki tryb spotykania się odpowiada. Mam dość czasu dla siebie, żeby porobić to, co dla mnie ważne (np. poobijać się w internecie). Jednocześnie dość często się z nią spotykam. Chciałbym częściej, ale nie da się jednego z drugim pogodzić - dopiero gdy zamieszkamy razem będzie to możliwe. A na razie taki temat pojawia się bardzo, bardzo nieśmiało. W końcu spotykamy się od bardzo niedawna. Ostatnio wspomniała, że zakocha się we mnie dopiero, gdy mi zaufa. Była to odpowiedź na jakieś moje pytanie. Powiedziała, że jeszcze nie do końca mi ufa. Że nie do końca mówię jej prawdę. Zdziwił mnie ten zarzut, bo uważałem, że jestem względem niej szczery. Przypomniała sytuację, że zacząłem z nią korespondować w czasie, gdy spotykałem się na randkach z inną dziewczyną (chodzi o Martę). Wyjaśniłem, że spotykanie się z nią nie było za bardzo zobowiązujące, ale i perspektywy tych zobowiązań czy zaangażowania z jej strony nie było widać. Nie wiem, czy ją to przekonało. Z innego frontu, zaczęła łykać tabletki, co mnie bardzo cieszy. :D Teraz w ten weekend mieliśmy znowu z rodzicami jechać na działkę, ale nic z tego chyba nie wyjdzie, bo się wystraszyli pogody. W sumie to nawet nieźle, bo w piątek nie wziąłem urlopu a w sobotę idę z Agatą na jakieś wesele. Więc miałbym sporo jeżdżenia w tę i z powrotem. Jeszcze z innej beczki, to powoli zaczynam planować wakacje. Żona oświadczyła mi, że chciałaby pojechać 21-24.07 pojechać do Bolkowa na Castle Party i że fajnie byłoby, gdybym wziął w tym czasie syna. Staneło na tym, że wezmę go 16.07 i oddam 26.07. I pojedziemy nad morze. Zupełnym zbiegiem okoliczności znajdziemy się na tym samym polu namiotowym, na którym... ...w tym samym czasie będzie Agata z koleżanką. Jej koleżanka z dzieckiem jedzie tam na 3 tygodnie, a Agata miała do niej wpaść. Wprawdzie tydzień później, ale wychodzi na to, że uda się to przesunąć i pogodzić jedno z drugim. Mnie to bardzo cieszy, bo po pierwsze, będzie miał mi kto pomóc przy dziecku. Już nawet nie chodzi o zajmowanie się nim, ale takie prozaiczne przypilnowanie go, gdy będę chciał pójść do toalety czy wziąć prysznic. Po drugie dlatego, że będę mógł spędzić z Agatą sporo czasu. O ile do tego momentu (bo to przecież dopiero za miesiąc) będziemy się wciąż spotykać, choć na razie nic nie wskazuje na to, by miało być inaczej. wtorek, 21 czerwca 2011, rozwodnik-waw
Tagi:
Syn
TrackBack
Komentarze
zagubionaddd
2011/06/21 20:50:33
To cieszę się, że wszystko się tak fajnie poukładało i może być jeszcze lepiej :)
2011/06/22 11:49:09
Ale ani piorunów błyskawic w tym związku nie widzę a szkoda. . . bo to łatwy klucz do ... monotonii, ale jak to się mówi - jak kto lubi ;-)
2011/06/23 10:36:48
DOBRZE, ŻE ZNALAZŁEŚ BRATNIĄ DUSZYCZKĘ ALE TAK JAK POPRZEDNICZKA DOSTRZEGŁA SZAŁU NIE MA . . .
2011/06/24 08:09:02
Pioruny i błyskawice miałem w poprzednim związku, wcale za tym nie tęsknię...
2011/06/27 18:04:50
Myślę, że w pewnym wieku i w miarę doświadczenia, te pioruny nie są potrzebne.
|