Życie po rozwodzie
Archiwum
Luty 2011
Marzec 2011
Kwiecień 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Lipiec 2011
Sierpień 2011
Wrzesień 2011
Październik 2011
Styczeń 2012
Zakładki:
Ważne tu na blogu
Kilka słów o mnie
Tagi
  • cafepl
  • eDarling
  • gotowanie
  • imprezy
  • kluby
  • miłość
  • pieniądze
  • praca
  • randki
  • rozwód
  • seks
  • serwisy randkowe
  • Syn
  • teoria
  • weekend
  • żona
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna

Wpisy z tagiem: seks

środa, 07 września 2011
Co u mnie?

U mnie nihil novi. Agata, syn, praca, nic specjalnego.

Miesiąc miodowy z Agatą się skończył. Zaczynają wychodzić rozbieżności w naszym charakterze, podejściu do niektórych spraw, itd.

Seks w dalszym ciągu jest świetny. Ubiegły wtorek, gdy zrobiłem dobry użytek z kajdanek i obroży oraz jej ust i cipki będę pamiętać jeszcze długo, ona też...

W ten weekend wypadają imieniny mojego syna. Żona robi imprezę w piątek, zaprosiła moich teściów i swojego brata z żoną. Ja jadę tam sam (moi rodzice odmówili współpracy, tłumacząc się ciasnotą w mieszkaniu żony), ciekawe jak to wypadnie. Potem zabieram syna i przyjeżdżam do mieszkania rodziców, gdzie zostaję do niedzieli.

W sobotę albo w piątek może gdzieś pójdziemy z Agatą do klubu. Trochę mi tego brakuje. 

Tagi: seks Syn
18:54, rozwodnik-waw
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 sierpnia 2011
Dawno nie pisałem...

Dawno nie pisałem, bo i w sumie nie dzieje się w moim życiu za wiele. Gdy umawiałem się co parę dni na randkę z nową dziewczyną, to było o czym pisać. A teraz?

Nie powiem, żeby przez ten czas nie działo się w ogóle nic wartego uwagi, ale o tym tu właśnie dziś napiszę.

Przez dwa tygodnie praktycznie mieszkałem u Agaty. Jej współlokatorzy wyjechali na urlop, więc mieliśmy całe mieszkanie dla siebie. I przyznam, że bardzo mi się to podobało.

Nie tylko dlatego, że gotowała obiadki i robiła mi kanapki do pracy. To oczywiście jest bardzo sympatyczne. Ale jeszcze bardziej sympatyczne było to, że byłem przez cały czas blisko niej. I to, że w dowolnym momencie mogłem się do niej dobierać, co kończyło się tak, że dobierałem się do niej po kilka razy dziennie. Wielką przyjemność sprawiało mi zasypianie koło niej i budzenie się razem z nią rano (a czasem to ona mnie, w bardzo przyjemny sposób, budziła).

Seks jest coraz fajniejszy. Poczułem ją odnośnie korzystania z mięśnia Kegla, trochę poćwiczyła i nawet zaczęła tę umiejętność wykorzystywać. Muszę Wam powiedzieć, że od razu widać różnicę... Wrażenia są dla mnie znacznie bardziej przyjemne, dla niej zreszta też - jak powiedziała, czuje każdy centymetr... ;) I, co ciekawe, znacznie szybciej dzięki temu dochodzi do orgazmu, ja również. Ja wiedziałem, że tak będzie... ;)

Udało nam się też parę razy szczytować prawie jednocześnie... Któregoś razu kochamy się, ja zbliżam się do orgazmu a gdy w końcu go osiągam, ona zaczyna się śmiać. Okazało się, że brakowało jej dosłownie kilku sekund, by i ona do niego dotarła... Następnym razem udało mi się poczekać na nią, aby i ona zdążyła. ;)

Mile wspominam też poprzedni piątek, kiedy najpierw pojechaliśmy do jej znajomych. Jakoś nigdy nie byłem za bardzo towarzyski, ale powoli zaczynam się do tych ludzi przekonywać. Tak czy siak, najpierw pojechaliśmy tam na grilla a potem zaciągnąłem Agatę niemal siłą do klubu, znów do Opery. Potańczyliśmy trochę, choć sam już nie wiem, czy bardziej to był taniec, czy obmacywanki. Prawie dobierała się do mnie na tym parkiecie... W końcu zabrałem ją stamtąd i około 3. w nocy pojechaliśmy do niej do domu. Po drodze też nie była w stanie przestać się do mnie dobierać i skończyło się to seksem oralnym w samochodzie, co wspominam bardzo miło (choć było to mocno stresujące...). A potem w domu, korzystając z jej świetnego nastroju, spróbowaliśmy (choć bez sukcesów) też analu.

Teraz na weekend zabieram syna i ją na działkę moich rodziców. Będziemy tam w piątek, przez pierwszą noc razem z moimi rodzicami (z czego bardzo zadowolony nie jestem, ale co poradzić...) a potem aż do poniedziałku posiedzimy sami...

Tagi: seks
10:17, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 czerwca 2011
Długi weekend z Agatą

No więc minął kolejny długi weekend w tym roku. Jak mi minął?

Wtorek

Tak naprawdę, to jakbym miał mówić o długim weekendzie, musiałbym zacząć od... wtorku. Bo we wtorek po południu przyjechała do mnie Agata. Wieczorem raczej... Na sobotę byliśmy umówieni na weselu jednego z jej bliskich przyjaciół, poprosiłem, żeby wpadła wcześniej zebyśmy ustalili, co mam na siebie założyć. Garniturów mam trzy (czarny, mój ulubiony brązowy i ślubny, kremowy), do tego kilka koszul (głównie zielone i kremowe) i parę krawatów, złożyć z tego zestawu za bardzo nie umiem. Liczyłem się z koniecznością dokupienia jakiejś koszuli czy krawata, stąd poprosiłem ją, byśmy spotkali się wcześniej i temat omówili.

Nienawidzę wesel i zawsze szybko z nich uciekam, ale zależało mi, by sprawić jej frajdę, więc oczywiście gdy tylko temat się pojawił, powiedziałem, że naturalnie z nią pójdę.

Pokazałem co mam, ostatecznie wyszło na mój ulubiony zestaw - brazowy garnitur, pomarańczowa (ja mówię, że złota) koszula i czarny krawat. Gdybym miał sam wybierać, wziąłbym właśnie ten zestaw. Miło, że Agata wybrała ten sam.

Potem zabraliśmy garnitur, buty do niego i parę jeszcze rzeczy i pojechaliśmy do Agaty. Bo tę noc mieliśmy spędzić u niej. Potem miałem stamtąd pojechać we środę do pracy, a po pracy pojechać po dziecko i z nim na działkę do moich rodziców.

Środa

We środę okazało się, że moja żona jest w Warszawie. Zaproponowałem, żebyśmy się spotkali i żeby ze mną wróciła do swojej miejscowości, zamiast jechać pociagiem. Miałem jej do przekazania dwa dokumenty - wydrukowane pismo do sądu (uzupełnienie dokumentacji do rozwodu) i "rodzicielskie porozumienie wychowawcze", o którym będzie innym razem. Więc przyjechała do mnie do biura, zapakowałem ją do samochodu i pojechaliśmy.

Trochę pogadaliśmy... Zapytała, czy się z kimś spotykam. Powiedziałem, że oczywiście umawiam się na randki, ale nic konkretnego z tego nie wychodzi. Czemu ją okłamałem? Bo nie bardzo mam ochotę zaszkodzić sobie przy okazji rozwodu. Zapytała, czemu mi na tym tak zależy, by z kimś się spotykać. Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że chodzi o to, by pójść z kimś do łóżka, bo mi tego brakuje.

Prawdą nie było to, że mi brakuje, ale że to ważny powód. Nie jedyny, rzecz jasna, ale cholernie ważny. Jeden z najważniejszych.

Powiedziałem, że udało mi się poderwać w klubie kilka dziewczyn, z którymi się później spotkałem. Powiedziałem, że z jedną z nich poszedłem do łóżka. Chyba odrobinę przesadzilem ze szczerością.

W każdym razie wspomniała, że ona nie bardzo umie podrywać facetów w tego typu miejscach. Odpowiedziałem, że tego się można nauczyć (jestem przecież tego najlepszym przykładem).

Tak czy siak, sympatycznie spędziliśmy nieco ponad godzinę w samochodzie. Porozmawialiśmy o tym, że niektóre dziewczyny boją się tego, że wrócę do niej. I oboje pośmialiśmy się z tego, bo przecież jakbym chciał, to bym wrócił, bez względu na rozwód czy jego brak. Zapytała, czy chcę. Odpowiedziałem, że już nie. Zgodnie z prawdą.

Tak czy siak, we środę zabrałem dziecko i pojechałem z nim 80 km do moich rodziców na dzialkę. Ze dwie godziny po moim przyjeździe przyjechała mama, ja już syna zdążyłem nakarmić, napoić mlekiem z butelki, zapakować do łóżka i uśpić.

Czwartek

We czwartek nie działo się nic szczególnego. Siedzieliśmy we trójkę na działce. Pojechaliśmy na rowery aby dać synowi znowu szansę karmienia jakiegoś konia na pastwisku, pojeździliśmy trochę po okolicy i wróciliśmy.

Piątek

W piątek jechałem z powrotem do pracy. Z działki od rodziców do biura mam ok. 60 km. Wstałem więc o 5:20, zapakowałem się i o 5:30 pojechałem. O 6:20 byłem w robocie, gdzie siedziałem przepisowo do 15. Potem zgarnąłem ojca i pojechaliśmy na działkę we dwóch.

Po przyjeździe już na nic nie miałem siły, więc próbowałem się trochę zdrzemnąć. Nic z tego nie wyszło.

Wieczorem napisałem, że żałuję, że nie ma jej przy mnie, bo mam ochotę się z nią kochać. Odpisała, że też ma na to ochotę, ale skoro wspomniałem, to ma jeszcze większą. I że mam jutro przyjechać wcześniej...

Sobota

W sobotę ok. 13 zapakowałem się w samochód. Na ślub mieliśmy jechać na 16, uznałem, że jak przyjadę do Agaty na 14, to będę miał czas by uprasować sobie koszulę, wypastować buty i jeszcze na przyjemności starczy czasu.

Byłem kwadrans po 14., bo trochę nadrobiłem bez sensu drogi... Akurat prasowała mi koszulę, a ja akurat miałem ochotę na trochę czułości, więc zacząłem się do niej dobierać. Skończyło się tak, że zaczęliśmy się kochać gdy ona pracowicie prasowała moją koszulę. Słabo jej to szło, pewnie nie była w stanie się skupić... Gdy w końcu przestała, poszliśmy do pokoju, gdzie skończyliśmy zaczęty wątek.

A potem poleżeliśmy trochę razem i zebraliśmy się na ślub. Przed wyjściem przedstawiłem Agacie moje zasady chodzenia na śluby i wesela, o których powinienem był wspomnieć wcześniej:

  • siadam zawsze na końcu w kościele,
  • nie uczestniczę w głupawych zabawach otrzęsinowych i jak mnie do tego wypchnie to będę musiał ją zabić,
  • wracam z wesel zazwyczaj dość wcześnie, bo w ogóle takich imprez nie lubię.

Ślub nudny. Kościelny. Jestem niewierzący i tego typu imprezy mnie drażnią strasznie. Zazwyczaj w kościele siadam na końcu i udaję, że mnie nie ma. Cholernie (ale naprawdę cholernie) jest mi nieprzyjemnie siedzieć w środku sali i nie uczestniczyć w nabożeństwie. Wprawdzie wstaję razem ze wszystkimi, ale klękać nie klękam i na pewno wygląda to odrobinę dziwnie. Dlatego jeśli tylko mogę, unikam tego typu sytuacji, tu nie miałem wyboru. Z pomysłu by usiąść na końcu kościoła nic nie wysżło, musieliśmy siedzieć razem z jej znajomymi.

Próbowałem sobie poprawić humor słuchając pieprzenia księdza. Trochę mi się poprawił, pośmiałem się, że moje małżeństwo się rozpadło, bo brakowało w nim boga (czy Boga). Ale drań miał co do jednego rację - rozpadło się, bo brakowało w nim miłości...

Potem pojechaliśmy podstawionym autokarem na wesele. Jechaliśmy i jechaliśmy i jechaliśmy, na sam koniec Warszawy.

Dotarliśmy na miejsce, usiedliśmy w otoczeniu jej przyjaciół (świetnie się tam czułem, co drugi facet ogolony na łyso). No i się zaczęło.

Czy pisałem Wam już, że nienawidzę wesel? Nie? No to napiszę.

Myślałem, że tam zejdę z nudów. Ile można siedzieć przy stole i chlać wódę? Ja mam słabą głowę, więc dość szybko (ale i tak wolno, jak na moje standardy) się złoiłem i musiałem zwolnić tempo. Nawet trochę próbowałem potańczyć. Od jakiegoś czasu (tj. od czasu laski, która mi to powiedziała) uważałem, że świetnie tańczę. Ale nie przy weselnych piosenkach. Zmusiłem się, żeby trochę z Agatą zatańczyć, ale w sumie nie było potrzeby, bo świetnie się bawiła ze swoimi kumplami.

Teraz dygresja. Muszę Wam wspomnieć o cholernie ważnej rozmowie, którą ostatnio odbyliśmy. Nie potrafę jej precyzyjnie umieścić w czasie, tym bardziej, że prowadziliśmy ją w kilku częściach.

Agata wspomniała, że poprzednio spotykała się przez parę miesięcy z facetem, który w tym czasie miał dziewczynę (czy narzeczoną? nie pamiętam). Że w końcu znudziło jej się bycie tą drugą i kazała mu się określić a on sobie ją odpuścił. Jakoś skojarzyłem, że to przecież miał być jeden z jej znajomych i zapytałem, czy to jeden z tych, z którymi się bawimy na weselu. Okazało się, że i owszem. Że to gość, który był tam ze swoją żoną w ciąży. Zresztą jej kumpel.

Rozbawiło mnie trochę, gdy w pewnym momencie wspomniał, że oni się we troje (on, jego penis i Agata) bujają już parę lat. Potem sprostował, że oczywiście żartował, ale ja tam przecież swoje wiem. ;) W niedzielę też coś palnął, że go interesuje nasze życie erotyczne, a potem szybko wyjaśnił, że to oczywiście też żart.

Dlaczego to było tak cholernie ważne?

To oczywiste, że taka informacja nie jest dla kogoś na moim miejscu przyjemna. Nie jest fajnie wiedzieć, że dziewczyna, z którą się widuję, spotykała się kiedyś z kimś, kto w dalszym ciągu jest w jej kręgu bliskich przyjaciół. I że, co więcej, to ona została przez niego rzucona.

Trochę nie mogłem o tym przestać myśleć.

Z wesela wrócilśmy ok. 3. i pojechaliśmy do niej, gdzie przenocowałem. Wieczorem oczywiście do niczego nie doszło, bo nie miałem na to ani grama energii. Zresztą byłem pijany i nawet jakbym miał energię czy ochotę, to nic by z tego nie wyszło. ;)

Niedziela

W niedzielę obudziliśmy się ok. 9. i dobre 2,5 godziny przeleżeliśmy razem w łóżku. Sporo gadaliśmy, przytulaliśmy się i tak dalej. I kochaliśmy się, do czego zabieraliśmy się kilka razy. Nie byłem w stanie skoncentrować się na tym, co robiliśmy.

Czemu?

Przecież to kurwa cholernie proste. Bo myślałem o tym, o czym wspomniałem nieco wcześniej.

Temat okazał się dopiero w niedzielę cholernie ważny. Bo wtedy właśnie uświadomiłem sobie, że mi zaczyna na tej dziewczynie zależeć. Że dosżło do tego, czego z całej siły starałem się uniknąć. Bo do tej pory jakoś niespecjalnie dobrze kończyło się, gdy angażowałem się świeżo po poprzednim związku. Teraz minęło dobrych parę miesięcy, choć wtedy też to mniej więcej tak wyglądało. Po tygodniu czy dwóch zaczynałem się spotkać z kimś nowym i dość szybko się angażowałem. I po paru latach dość nieprzyjemnie się to kończyło...

Tak czy siak, powiedziałem jej o tym, kiedy tak sobie leżeliśmy w niedzielę. Powiedziałem, że mi na niej zależy.

Co teraz z tematem tej historii z przeszłości zrobię, to sam nie wiem. Na razie mnie temat drażni. MOCNO mnie drażni. Co będzie dalej, zobaczymy.

W każdym razie w niedzielę koło południa pojechałem od Agaty znów do rodziców, posiedziałem tam chwilę, zapakowałem syna do samochodu i odwiozłem go żonie. A potem wróciłem do Warszawy, gdzie znowu spotkałem się z Agatą.

Akurat siedziała na poprawinach u znajomych w domu. Miałem ją tylko stamtąd odebrać, stanęło na tym, że na chwilę tam utknąłem. Niespecjalnie miałem ochotę tam siedzieć, między innymi z racji tego, że był tam też ten gość (czy wspominałem, że wracając z wesela w sobotę sporo się dopytywał o mnie - dla mnie wygląda to na to, że gość chce sprawdzić, ile ja wiem i na ile może liczyć na to, że będę dyskretny, hehe).

W każdym razie dość szybko (choć jak dla mnie za wolno) się stamtąd zmyliśmy i pojechaliśmy do mnie. Ja się spakowałem (następnego dnia miałem jechać w delegację). Znowu się kochaliśmy, znowu bez jakichś wyjątkowych efektów, znowu z tego samego powodu. To wkurwiające dla mnie, że tak niewiele mi potrzeba, by mi zjebać nastrój nawet w czasie seksu. ;)

Poniedziałek

W poniedziałek rano wstaliśmy, zawiozłem Agatę do domu i sam pojechałem do pracy. Ona też miała iść do pracy, ale w końcu tam nie dotarła. Położyła się spać po powrocie do domu i wstała po 10. W sobotę na weselu zażartowałem, że powinna mnie odwieźć na lotnisko, a potem się okazało, że na poniedziałek rzeczywiście wzięła urlop. Więc ostatecznie przyjechała po nas do biura ok. 13 i pojechaliśmy na lotnisko.

Bardzo mi się przyjemnie zrobiło, że poświęciła na to swój wolny czas. Z głupia frant rzuciłem, żeby może mnie również odebrała we środę, gdy wrocę w południe. Najpierw powiedziała, że chyba przesadzam, w końcu stanęło na tym, że jak będzie miała wolną chwilę w pracy i będzie mogła się wyrwać, to jak najbardziej to zrobi.

W delegację polecieliśmy z kolegą na zachód Europy. Poszliśmy na piwo do jakiegoś pubu, po drodze z powrotem do hotelu znaleźliśmy jakiś klub, nawet przez moment był pomysł, żebyśmy do niego wpadli, ale ostatecznie stwierdziłem, że to głupi pomysł. Chciałem zabrać Agatę (i kolegę) w piątek na imprezę do jakiegoś klubu w Warszawie (aby zatrzeć niezbyt dobre wrażenie po weselu i udowodnić, że naprawdę nieźle tańczę). I wolę nie wydać 12€ na wejście do klubu tutaj, by później za te same 12€ bawić się przez dobre parę godzin. ;)

Tagi: seks
00:24, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (4) »
wtorek, 31 maja 2011
Agata, c.d.

Od poprzedniego wpisu minęło 9 dni. Spotkaliśmy się przez ten czas parę razy.

Przez ten czas dwa razy u mnie przenocowała, co wspominam bardzo sympatycznie. Miło jest mieć się do kogo przytulić w środku nocy. Miło jest mieć kogoś, kto mnie rano pocałuje i pomaca. ;)

Ostatni raz widzieliśmy się wczoraj. Po pracy pojechałem do niej, zjadłem obiad, kochaliśmy się, a potem wróciłem do siebie popracować. Użyłem innych gumek i wreszcie się udało od początku do końca. Po prostu nie powinienem używać tych close-fit. Ale w ogóle powinna pójść do lekarza i wziąć receptę na antypigułki, będzie sympatyczniej. ;)

Nie chce mi się pisać o szczegółach, bo sporo czasu minęło i też musiałbym sobie sporo przypominać.

Póki co wszystko idzie w dobrą stronę. W sobotę mamy iść do jakichś jej znajomych, na jakieś urodziny. Pod koniec czerwca wspomniała, że ma wesele, na które też chciałaby mnie zabrać. Bardzo to sympatyczne. :)

Żeby jeszcze nie miała takiego pedantycznego podejścia do porządków, jak ma, byłaby ideałem. ;)

Tagi: randki seks
20:23, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 maja 2011
Agata, c.d.
Od środy, kiedy ostatnio pisałem, trochę sprawy posunęły się do przodu. Spotkaliśmy się we czwartek po robocie. Pojechałem po nią do pracy, stamtąd pojechaliśmy do niej pod blok, gdzie zostawiłem samochód. I jej samochodem pojechaliśmy do centrum handlowego, bo potrzebowała zrobić zakupy do domu. Więc przydałem się do wnoszenia ciężkich toreb na IV piętro. ;)
Więcej »

Tagi: randki seks Syn weekend żona
18:48, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (10) »
niedziela, 24 kwietnia 2011
Dziwny przebieg zdarzeń

Na przestrzeni wczorajszego i dzisiejszego dnia wymieniałem wiadomości z kolejną dziewczyną z eDarling. Zaczęło się ciekawie, bo była pierwszą osobą, której udało się do mnie wysłać wiadomości w drugim i trzecim kroku nawiązywania komunikacji. Pierwszym jest wysłanie pytań zamkniętych, drugim wysłanie swoich oczekiwań (cechy pożądane i niepożądane) a trzecim wysłanie pytań otwartych. Czwartym zaś, wysłanie bezpośredniej wiadomości.

I o ile udaje mi się wysłać pytania zamknięte, czy bezpośrednie wiadomości, o tyle drugi i trzeci krok mi nie działa. Odnośniki do tych funkcji mam nieaktywne. No nie działa coś i tyle. Nie dość że człowiek płaci kupę kasy, to potem się męczy z gównianym portalem.

Tak czy siak, nie o tym chciałem pisać.

Popisaliśmy sobie wiadomości, potem pogadaliśmy na GG. I gdzieś wypłynął w końcu temat, że moja 25-letnia rozmówczyni jest dziewicą.

Prawie spadłem z krzesła, gdy to usłyszałem.

Gdzieś już chyba pisałem, że mnie dziewice nie interesują. Nie, jednak nie pisałem, więc napiszę teraz.

Dziewice mnie nie interesują z kilku przyczyn:

  1. moje dwa długoletnie związki były właśnie z dziewicami,
  2. dopasowanie w łóżku jest dla mnie cholernie ważne,
  3. dziewice nie mają pojęcia o tym, jakie mają upodobania, temperament, itd., więc trudno mówić o jakimkolwiek dopasowaniu z kimś, kto nie ma ukształtowanej seksualności,
  4. no i po czwarte nie mam ochoty znowu bawić się w nauczyciela.

Moja rozmówczyni wzięła to do siebie, bardzo się tym przejęła, a potem się pożegnała, pisząc że za bardzo się różnimy pod względem oczekiwań od życia. Akurat o tym rozmawialiśmy, ale wiem doskonale, że to nie o to chodziło.

Niemal zaczęła mi płakać przez to gadu-gadu, pytając, czy fakt bycia dziewicą oznacza, że nie ma szans na fajnego faceta. Jeśli chodziło jej o mnie, to rzeczywiście, szanse miała niewielkie, choć pierwsze (zdjęcia) i drugie (rozmowa na GG) wrażenie sprawiła niezłe.

Mnie po prostu nie interesuje orka na ugorze przez kilka lat tylko po to, by się dowiedzieć, że na tej glebie nic nie urośnie...

Tagi: eDarling seks
22:35, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (3) »
niedziela, 17 kwietnia 2011
Sprawozdanie z tygodnia

Mój weekend powoli dobiega ku końcowi. Za jakieś półtorej godziny wsiadam w samochód odwieźć dziecko do żony, a potem wrócę do domu posiedzieć przy komputerze. Obiecałem sobie, że dziś rozliczę PIT, choć jestem wstępnie umówiony na drinka wieczorem, zatem może mi się nie udać zrealizować tego planu.

Wtorek i środa minęły mi bez jakichś ciekawych wydarzeń.

We czwartek przyjechała do mnie z butelką wina Ewelina, o której już tu kiedyś wspominałem. Wypiliśmy to wino, przekąszając co nie co, a potem spędziliśmy miło kolejną godzinę czy półtorej. A potem pojechała do siebie. Świetny układ jak dla mnie...

Na piątek umówiłem się zaś z Martą (o niej też pisałem, że nie spodziewam się trzeciej randki, a tu takie zaskoczenie, gdy do mnie zadzwoniła we wtorek...). Plan był taki, że mieliśmy iść do jakiegoś klubu, potańczyć. Najpierw wylądowaliśmy w jakimś klubie na Pradze. Sam klub jako taki sympatyczny, tylko akurat tamtego dnia muzycznie mi kompletnie nie przypasował. W jednej sali jakiś beznadziejny koncert, w drugiej jakaś stara muzyka, zupełnie nie taneczna.

Więc wyszliśmy i pojechaliśmy do dobrze znanego mi klubu na Ochocie, gdzie dotarliśmy koło północy. Tam już zostaliśmy do 4. Pogadaliśmy, potańczyliśmy, ja się nie mogłem napić bo przyjechałem samochodem, ale i tak było całkiem fajnie. Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy, odwiozłem ją do domu, wczoraj umówiliśmy się wstępnie na dziś wieczór na jakiegoś drinka. Powiedziała, że koniecznie chce zobaczyć mnie jak się nieco upiję i puszczą mi hamulce. No to dam jej dziś tę szansę. ;)

Tagi: imprezy kluby randki seks
13:24, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 marca 2011
Przez żołądek do serca?

Daria chlubi się tym, że umie dobrze gotować. Nie ucieszyłem jej jednak mówiąc, że nie ma to dla mnie kompletnie żadnego znaczenia.

Czy rzeczywiście droga do serca mężczyzny wiedzie przez żołądek? Moim zdaniem - już nie.

Kiedyś może i tak było w rzeczywistości. W czasach, gdy w sklepach nie było niczego, zrobienie z tego niczego czegoś fajnego i smacznego, samo w sobie było niezłym wyzwaniem. U mnie w domu do dziś jada się kilka takich kryzysowych potraw, np. placki ziemniaczane czy sos pomidorowo-cebulowy do makaronu.

Mnie tam dobrze gotująca partnerka do szczęścia potrzebna nie jest. Sam gotuję całkiem nieźle, o ile tylko mi się faktycznie zachce, co zdarza się rzadko. Moja żona nie do końca podzielała zdanie o mojej kulinarnej finezji, ale ona rzadko kiedy w ogóle jadała cokolwiek innego niż to, co nauczyła się jeść w domu. Przekonanie ją do spróbowanie czegokolwiek, czego nigdy nie jadła, graniczyło z cudem i najczęściej się nie udawało. A więc i rzeczy, które ja robiłem, niespecjalnie jej smakowały.

Mnie jednak smakują i to w sumie jest najważniejsze.

Nie jestem człowiekiem, który wyszukane i smaczne jedzenie ma gdzieś wysoko w hierarchii potrzeb. Sushi mi smakuje, ale nie oznacza to, że miałbym je chęć jeść regularnie. Najbardziej zaś lubię rzeczy proste, jak jajko na miękko na śniadanie do dobrych kanapek.

Do mojego serca droga nie wiedzie przez żołądek, choć z pewnością zaimponuje mi dziewczyna, która sama z siebie nauczy się robić coś, co ja jadać lubię. Największe wrażenie na mnie wywarłoby na mnie, gdyby nauczyła się to gotować bez mojej wiedzy i udziału. To będzie świadczyło, że jej zależy, nawet jeśli ta potrawa nijak jej nie wyjdzie.

Co więc prowadzi do mojego serca? Trudno mi ocenić, choć zgadzam się z cytatem przypisywanym Johnowi Grayowi, temu od "Mężczyźni są z Marsa, Kobiety są z Wenus", który brzmi tak:

Serce mężczyzny otwiera sie poprzez seks, podczas gdy miłość pozwala kobiecie pragnąć seksu.

Tagi: gotowanie miłość seks
13:39, rozwodnik-waw
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 marca 2011
Spotkania w tygodniu

W tym tygodniu po południu spotkałem się z Darią, kolejną dziewczyną poznaną na cafe.pl. Według profilu rok młodsza ode mnie, na pierwszy rzut oka - dobre kilka lat starsza. Nie do końca mój ideał, ale całkiem ładna i sympatyczna. Posiedzieliśmy w knajpie, napiliśmy się piwa z sokiem. Pogadaliśmy, próbowałem się zorientować, co na mój temat myśli i na ile mogę liczyć. Z tego spotkania i późniejszych rozmów na GG wynika, że szuka kogoś na dłużej i nie wydaje jej się, bym ja był właśnie kimś takim.

Na wieczór tego samego dnia umówiłem się z Eweliną. Normalnie bym tego tak nie zorganizował, tylko Ewelina popołudnie miała zajęte a ja dość wcześnie kończę pracę. Więc pożegnałem się z Darią, akurat gdy dzwoniła do mnie Ewelina, jadąc do Centrum, gdzie wtedy byłem. Przyjechała i pojechaliśmy do mnie.

Nie miałem lepszego pomysłu na spędzenie tego wieczoru a u niej w mieszkaniu nie mielibyśmy spokoju. Więc pojechaliśmy do mnie, trochę zaskakując moje współlokatorki (o których jeszcze napiszę).

Wprawdzie na wszystkich randkach zawsze mówię, że do łóżka chodzę na trzeciej randce, to tym razem poszedłem na drugiej. Najpierw było sporo pocałunków, obmacywania, a później po kawału się rozebraliśmy.

Nie do końca byłem z siebie zadowolony, bo miałem kłopoty z utrzymaniem odpowiedniego ciśnienia. Zrzucam to na karb tego, że nie lubię gumek, a także gry wstępnej, która z braku fizycznych bodźców dla mnie (bo przyjemnych bodźców dźwiękowych i wizualnych przecież nie liczę) powoduje spadek mojego podniecenia. Ale nie zaszkodzi przejść się do lekarza specjalisty, może coś mi poradzi?

Tak czy siak ja w pełni zadowolony nie byłem, ona chyba być powinna, bo o ile się zorientowałem, udało mi się ją doprowadzić do orgazmu. :)

Następnego dnia trochę marudziła, że ją mięśnie bolą po gimnastyce, na co ja szybko odpowiedziałem, że zakwasy to trzeba rozruszać.

Tagi: cafepl seks
19:40, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (6) »
piątek, 25 lutego 2011
Kiepski powód?

Przyjaciółka, której dałem do przeczytania tego bloga, skwitowała, że opisany przeze mnie powód do awanturowania się i rozstania jest kiepski.

Jest kiepski. To prawda. Szczęśliwie nie jest jedyny.

Nie śmiem twierdzić, że byłem dobrym mężem i partnerem życiowym. Na pewno tak nie było. Z dzisiejszej perspektywy oceniam, że o kilka lat za wcześnie zdecydowałem się na ślub i dziecko, choć wtedy bardzo tego chciałem. Ale wychodzi na to, że bardzo chciałem z kimś być, co mylnie zinterpretowałem jako chęć do założenia rodziny.

Wiecie, w moim przypadku potwierdziło się stwierdzenie, że facet żeni się z pierwszą w miarę fajną dziewczyną, która poszła z nim do łóżka. Żona nie była moją pierwszą dziewczyną w łóżku (na szczęście!), za to była pierwszą w miarę fajną dziewczyną, która poszła ze mną do łóżka.

Napisałem, że na szczęście nie była pierwsza, bo przynajmniej nie miałem nieodpartej chęci na sprawdzenie, jak to jest z innymi.

Ja za to byłem jej pierwszym łóżkowym partnerem. O chęciach na sprawdzenie innych nic nie wiem. Wiem natomiast, że z całą pewnością nie byłem dla niej właściwym partnerem łóżkowym, bo nie byłem w stanie jej niczego nauczyć. Nie dlatego, że sam nic nie umiałem, tylko dlatego, że mi potrafiłem do niej dotrzeć.

O seks też walczyliśmy. Że za mało, że za nudno, że zawsze inicjatywa wychodzi ode mnie, że zawsze tak samo. Oczywiście to ja miałem o to non-stop pretensje.

A teraz, ciekawostka, dowiedziałem się, jakim to kiepskim facetem w łóżku byłem. Trochę zaskoczyła mnie ta diagnoza, choć w głębi serca muszę się z nią zgodzić. Obcując z partnerką o inwencji kłody rzeczywiście nie chciało mi się starać. A ponieważ partnerka nie była rozbudzona (kto miał to zrobić? jej się nie chciało, a ja nie potrafiłem), to jej temperament leżał na poziomie kłody.

No i nie wspomnę o tym, że żona tak naprawdę nie była dla mnie stuprocentowo pociągająca. Brakowało tego zwierzęcego, fizycznego pociągu. Nie było go od początku. Na początku był tylko bonus nowości.

Tagi: seks żona
17:33, rozwodnik-waw , historia
Link Komentarze (8) »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog