|
Archiwum
Zakładki:
Ważne tu na blogu
|
Wpisy z tagiem: randki
wtorek, 31 maja 2011
Agata, c.d.
Od poprzedniego wpisu minęło 9 dni. Spotkaliśmy się przez ten czas parę razy. Przez ten czas dwa razy u mnie przenocowała, co wspominam bardzo sympatycznie. Miło jest mieć się do kogo przytulić w środku nocy. Miło jest mieć kogoś, kto mnie rano pocałuje i pomaca. ;) Ostatni raz widzieliśmy się wczoraj. Po pracy pojechałem do niej, zjadłem obiad, kochaliśmy się, a potem wróciłem do siebie popracować. Użyłem innych gumek i wreszcie się udało od początku do końca. Po prostu nie powinienem używać tych close-fit. Ale w ogóle powinna pójść do lekarza i wziąć receptę na antypigułki, będzie sympatyczniej. ;) Nie chce mi się pisać o szczegółach, bo sporo czasu minęło i też musiałbym sobie sporo przypominać. Póki co wszystko idzie w dobrą stronę. W sobotę mamy iść do jakichś jej znajomych, na jakieś urodziny. Pod koniec czerwca wspomniała, że ma wesele, na które też chciałaby mnie zabrać. Bardzo to sympatyczne. :) Żeby jeszcze nie miała takiego pedantycznego podejścia do porządków, jak ma, byłaby ideałem. ;)
niedziela, 22 maja 2011
Agata, c.d.
Od środy, kiedy ostatnio pisałem, trochę sprawy posunęły się do przodu.
Spotkaliśmy się we czwartek po robocie. Pojechałem po nią do pracy, stamtąd pojechaliśmy do niej pod blok, gdzie zostawiłem samochód. I jej samochodem pojechaliśmy do centrum handlowego, bo potrzebowała zrobić zakupy do domu.
Więc przydałem się do wnoszenia ciężkich toreb na IV piętro. ;)
poniedziałek, 16 maja 2011
Obiad!
Niedzielę miałem całą dla siebie. Żona zażyczyła sobie, bym odwiózł jej syna w sobotę wieczorem (bo w niedzielę miała jakąś komunię, zresztą w najbliższy weekend też jakąś mieć będzie). Dlatego całą niedzielę mogłem spędzić tak, jak tylko by mi się podobało. Wybrałem pomysł, by popołudnie spędzić z Agatą. Zaprosić ją do mnie (póki wciąż mam tu porządek), ugotować coś do jedzenia, spędzić miło czas. Tak też zrobiłem. Odebrałem ją z przystanku, pojechaliśmy na romantyczne zakupy do Lidla, a potem przyjechaliśmy do mnie. Zrobiłem obiad. Niby nic specjalnego, ot kluchy z sosem z mięsa mielonego, cebuli, czosnku, koncentratu pomidorowego i torebki. Ale dość powiedzieć, że od kiedy tu mieszkam (a minęły już dwa miesiące mojego mieszkania tutaj), był to DRUGI obiad, który gotowałem. Widzicie, jakiego to poświęcenia wymagało? Do niczego znów nie doszło, co zresztą było do przewidzenia. Ale powoli przesuwamy się do przodu, tym razem nie protestowała aż tak bardzo gdy dobierałem się do jej biustu. Muszę przyznać, że choć mały, to całkiem ładny. Trochę piersi uciekają jej na zewnątrz, śmiesznie to wygląda. ;) W tym tempie to za jakiś miesiąc do czegoś konkretnego dojdziemy. Ale spokojnie, chciała czasu, dostanie czas. Ja oczywiście w międzyczasie nie będę go marnować. Za stary na to jestem. ;) Czekam więc na telefon od Eweliny, z którą widziałem się ostatni raz chyba z miesiąc temu. Tak, jak spojrzę w historię wpisów tu na blogu, to ostatnio jakoś w połowie kwietnia, czy zaraz przed świętami... Coś pisała w ubiegłym tygodniu, że chętnie by się spotkała (mniemam, że na seks), a ja na takie propozycje w tej chwili nie odmawiam. Agata zaś dostanie czas do przemyśleń. Po wczorajszym wieczorze się nie odzywałem, dziś też nie napisałem do niej ani słowa ani też nie zadzwoniłem. Oficjalnie jestem zarobiony i zapierdalam jak mały samochodzik. Na głupoty nie mam czasu. Od prawdy to zresztą daleko nie odbiega. Byłem dziś na spotkaniu w sprawie pracy. Pracę na etacie mam, oprócz tego współpracuję jeszcze z inną firmą na zasadzie zbliżonej do zlecenia. No i teraz szykuje mi się trzecia robota, też taka na luźniejszych warunkach. Firma duża, znana, prestiżowa. Pieniądze do zarobienia sympatyczne. Praca popołudniami, z domu, w weekendy, w wolnych chwilach w pierwszej pracy. A oprócz tego będę raz-dwa razy w tygodniu wpadał do nich, tam popracować. Po pierwsze dlatego, że ciężko mi się zmusić do roboty w domu. Teraz na przykład wypadałoby, abym się zajął robotą dla mojej trzeciej szefowej, a piszę wpis na bloga. Po drugie dlatego, że pracuje tam w openspejsie (nie mam pojęcia jak to poprawnie napisać) masa kobiet, z czego większość jest albo ładna, albo młoda. Zakręcę się tam, muszę tylko dobrze wykorzystać efekt nowości dla dziewuch, co by go nie zmarnować. Jutro w pracy dzień garniturowy, cały dzień na konferencji. Też wrócę z biura później, niż zwykle. We środę kolejny raz jadę do mojej trzeciej pracy, w piątek znowu od razu po robocie jadę po syna, więc ewentualnie tylko czwartek zostaje na to, by się z kimś spotkać...
piątek, 13 maja 2011
Trzy kolejne randki
Pamiętacie, jak pisałem o pierwszej randce z dziewczyną o imieniu Agata? Nie, pewnie nie pamiętacie, bo tak na szybko o niej tylko wspomniałem poprzednio. No więc spotkałem się z nią na przestrzeni tego tygodnia trzykrotnie. Na drugą randkę pojechałem z nią na początku tygodnia, zaraz po pracy. Zgarnąłem ją spod bloku o 17., mieliśmy wpaść do klubu "Zwiąż mnie" na Pradze, ale nie przemyślałem tego zbytnio i nie wziąłem pod uwagę faktu, że miał prawo być zamknięty o tak wczesnej porze. I rzeczywiście tak było, więc w końcu szybko zdecydowaliśmy, że pojedziemy do mnie, zostawimy samochód i przejdziemy się, żeby znaleźć jakiś lokal w mojej okolicy. Tak też zrobiliśmy, wylądowaliśmy w "Butelkach Zwrotnych" przy Potockiej, fajnym małym pubie, gdzie z nalewaka podają "Wiśnię w piwie", jedno z niewielu piw, które jestem w stanie bez obrzydzenia wypić. Wypiliśmy po dwa, mnie się zakręciło w głowie. Ponieważ zaplanowałem na resztę wieczoru jakąś pracę, zaproponowałem żebyśmy zamiast iść do domu poszli najpierw się przejść po znajdującym się nieopodal parku, abym mógł dojść do siebie (czyt. wytrzeźwieć). No więc połaziliśmy trochę, potem usiedliśmy na ławce i spędzieliśmy tam kolejną godzinę czy półtorej (wcześniej ze 3 h siedzieliśmy w "Butelkach"). Było już całkiem ciemno, więc oglądaliśmy sobie gwiazdy, przelatujące po niebie samoloty (dyskutując o tym, czy miganie świateł na skrzydłach świadczy o tym, że pilot planuje wykonać zakręt), satelity, a w pewnym momencie widzieliśmy całkiem sporą spadającą gwiazdę (czyli meteor). Pierwszy raz od bardzo dawna widziałem coś takiego... W każdym razie zrobiło się chłodno, siedliśmy bliżej, bariera dotyku została przełamana. Potem gdy dochodziła 23., poszliśmy dalej, z zamiarem odprowadzenia jej na jakiś przystanek w okolicy Pl. Wilsona. Tak też zrobiliśmy, idąc w pół objęci. Gdy dotarliśmy na przystanek, przyszło nam poczekać parę minut. Gdy za jej plecami zobaczyłem jej autobus, dostałem na pożegnanie bardzo sympatycznego buziaka. Sympatycznego, bo widać było, że miała ochotę na więcej niż jednego, tylko czasu nie było, bo podjechał autobus. Do domu wróciłem po sympatycznym spacerze, jako że o tej porze już nic w moją stronę nie jeździło. Potem siadłem do komputera i zrobiłem to, co miałem zrobić. Spać położyłem się już o 1:30. Znów miała na sobie krótką sukienkę i buty na obcasie. Znów bardzo mi się to podobało. :) Trzecia randka wypadła nam w kinie. Kolejnego dnia do pracy dotarłem później, bo musiałem się choć trochę wyspać. Dlatego zamiast na 7, byłem na 8:30. Jakoś tak się złożyło, że się ogarnąłem z robotą w robocie i ucieszony tym napisałem do niej smsa wychodząc z biura. Odpisała, że pewnie wezmę się za jakąś dłubaninę po powrocie do domu. Odpowiedziałem, że pewnie tak, bo nie mam żadnych planów, chyba że ma jakąś ciekawą propozycję. Zaproponowała wyjście do kina, nie odmówiłem. Poszliśmy na "Tożsamość", który mnie się spodobał a jej mniej. Proponowała "Gnomeo i Julię", ale udało mi się jej ten pomysł wyperswadować. Potem pojechaliśmy sobie samochodem aby znaleźć jakieś spokojne miejsce i posiedzieć i pogadać. Za zimno było na spacery a ja niefrasobliwie nie wziąłem kurtki. Więc najpierw pojechaliśmy do Ursusa, skąd po jakimś czasie pojechaliśmy (gdy w czasie rozmowy powiedziała, że "w takim razie jedziemy do domu" a ja udałem że rzeczywiście mam już jej dość i odpaliłem samochód) w całkiem fajne odludne miejsce między Wolą i Włochami. Tam też trochę posiedzieliśmy. Było sympatycznie, sporo czułości, pocałunków, sympatycznego zupełnie nieerotycznego dotyku. A w końcu odwiozłem ją do domu i wróciłem do siebie. Tym razem na sobie miała spodnie i skórzane tenisówki. Już mniej mi się to spodobało. ;) Kolejne spotkanie było wczoraj. Potrzebowałem pomocy drugiego kierowcy żeby załatwić jedną rzecz z moim przyjacielem. Więc poprosiłem Agatę o pomoc, sugerując jednocześnie, by może przyjechała swoim samochodem. Miało to znaczenie praktyczne, mój wymaga dość specyficznej obsługi i sądziłem (słusznie), że niekoniecznie będzie miała ochotę się tego uczyć. Więc przyjechała po mnie, pojechaliśmy do kolegi. I znów ubrana była w buty na obcasie i krótką spódnicę oraz oczojebne czerwone rajstopy. Od całości nie mogłem oderwać wzroku. Tak jak i poprzednio, tak wczoraj ubrana była tak, jak ubrała się do pracy. Sprawę załatwiliśmy i później pojechaliśmy pod mój blok. Zabrałem ją do siebie na górę, wcześniej specjalnie zrobiłem gruntowny porządek w pokoju, bo powiedziała, że dopóki tego nie zrobię, to do mnie nie przyjdzie. I znów było sporo czułości, sporo dotyku, przytulania, pocałunków. Do niczego konkretnego nie doszło, choć delikatnie próbowałem. Jak wspomniała, potrzebuje czasu. W porządku, jeśli ma taką potrzebę, niech będzie. W każdym razie spędziliśmy bardzo miło ten wieczór. A dziś zadzwoniła do mnie gdy byłem w pracy, że zostawiłem u niej w samochodzie swój portfel. Więc był pretekst, by i dziś się zobaczyć. Zgarnąłem kolegę z pokoju i pojechaliśmy do niej. Tak trochę z próżności to zrobiłem, żeby się pochwalić drugiemu koledze. ;) Dziś nigdzie nie wychodzę. Ojciec jest na działce a matka jutro pracuje, więc nikt mi w opiece nad dzieckiem z rana nie pomoże. Muszę więc się nadawać do życia gdy syn obudzi się znowu o 6:30. A co do jutra to jeszcze nie wiem...
niedziela, 08 maja 2011
Bilans weekendu
Weekend był nieco nudny. Spędziłem go z rodzicami, jak co tydzień. Mój kompan od wyjść na dyskoteki jechał gdzieś do rodziny na jakąś komunię, a samemu mi się nie chciało tyłka z domu ruszać, więc odpuściłem. W piątek wieczorem posiedziałem dłużej przed telewizorem. Na tyle długo, że oczywiście w sobotę się nie wyspałem. W sobotę poszedłem już spać jak normalny człowiek (czyli koło 23.), bo nie było nic ciekawego do roboty. Dziś odwiozłem dziecko żonie. Jestem zadowolony z czasu spędzonego z synem, w sobotę poszliśmy na plac zabaw a po obiedzie pojechaliśmy z moimi rodzicami do sklepu sportowego, kupić fotelik na rower. Fotelik dziś przetestowaliśmy na krótkiej przejażdżce. Choć z całą pewnością mógłbym spędzić z nim jeszcze więcej czasu, to jestem z siebie bardziej zadowolony, niż po ostatnim weekendzie... Dziś późnym popołudniem spotkałem się z dziewczyną z eDarling, z którą trochę ostatnio korespondowałem. Na imię ma Agata, ma 25 lat, coś tam sobie studiuje, pracuje w agencji reklamowej. Całkiem ładna, zgrabna, sympatyczna. Przyjechała na spotkanie w butach na obcasie, czym kobiety zawsze u mnie zbierają plusa. Po krótkich poszukiwaniach miejsca, gdzie możemy usiąść i się czegoś napić (z racji tego, że obydwoje przyjechaliśmy samochodami, piwo nie wchodziło w grę), trafiliśmy do Mety przy Foksal. Posiedzieliśmy tam trochę a potem poszliśmy dalej pospacerować. Nie bardzo lubię spacerów, bo nie można patrzeć rozmówcy w oczy, ale tak jakoś wyszło. Wracając ze spaceru trafiliśmy na miejsce, gdzie zaparkowała samochód, po czym była tak dobra i podwiozła mnie kawałek do mojego auta. Sama zaproponowała, czym zebrała drugi plus. :) I na tym bym pewnie zakończył dzisiejszy wieczór, gdyby nie rozmowa na GG sprzed dosłownie paru minut. Znowu trafiłem na dziewicę (tym razem poznałem ją na cafe.pl), tym razem ta miała 24 lata. I znowu palnąłem bez zastanowienia, że dziewice mnie nie interesują i jak mi napisze, że jest dziewicą, to przestanę z nią rozmawiać. Chociaż w sumie to dobrze. Im wcześniej wychodzą takie rzeczy, tym lepiej...
piątek, 22 kwietnia 2011
Przegląd tygodnia
Jakoś nie mam zdrowia pisywać tu codziennie czy co dwa dni, więc znowu piszę podsumowanie tygodnia. Ten się wprawdzie jeszcze nie skończył, ale świąteczny weekend spędzam u rodziców. Żadnych imprez ani randek nie planuję. W niedzielę, po napisaniu ostatniego wpisu, poszliśmy na drinka. Wypiłem trzy kolejki ciepłej wódki i zrobiło mi się na tyle przyjemnie, że uznałem, że więcej pić nie będę. Ja się bardzo, ale to bardzo BARDZO szybko upijam, więc niewiele potrzeba mi do szczęścia. Zwykle wypijam dwie-trzy kolejki w krótkim czasie na początek wieczoru, potem dolewając w siebie po trochu po jednej kolejce, aby utrzymać stężenie alkoholu we krwi na odpowiednim poziomie. No więc trochę się upiłem, ale nic wyjątkowego nie nastąpiło. Nie zebrało mi się na zwierzenia, ani nic. Po prostu w odpowiednim momencie przestałem. (Potem trochę marudziła, że wypiłem za mało i się pilnowałem ;) ). A potem wracaliśmy sobie przez park, odprowadzałem ją do domu, i jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy się całować. Na tym zakończyliśmy. W poniedziałek nie miała dla mnie czasu. We wtorek organizowała jakieś wydarzenie kulturalne, więc też miała nie mieć czasu. Ale ponieważ ja we środę jechałem w delegację (do piątku) a ona we czwartek miała jechać na święta do domu, zależało mi, by jednak się z nią spotkać. Więc wcisnąłem się na tę imprezę we wtorek. Wynudziłem się przez ponad dwie godziny, ale potem pojechaliśmy samochodem do domu. Nie miała najlepszego humoru, ciągle mi docinała jakimiś drobnymi złośliwościami. No więc ja też nie miałem zbyt dobrego humoru, odwiozłem ją pod blok i pożegnałem, a ona sobie poszła. Ja zaś wykręciłem i pojechałem do siebie. Za pierwszym zakrętem doszedłem do wniosku, że jednak nie było to najmądrzejsze, co mogłem zrobić. Więc chwyciłem za telefon, zadzwoniłem i stanowczo poprosiłem, żeby się wróciła spod drzwi mieszkania*. Zeszła, wsiadła, posiedzieliśmy w samochodzie, rozmawiając długo na różne tematy. Wytłumaczyła, że jej zachowanie było efektem zchodzącego z niej stresu. Pojechaliśmy na szybką kolację do McD (oboje zdążyliśmy zgłodnieć) i wróciliśmy na parking u niej pod blokiem. I dalej siedzieliśmy, rozmawiając o różnych rzeczach. A potem znowu sporo się całowaliśmy. I na tym wieczór się zakończył. Zaproponowałem, że zabiorę ją na wycieczkę do siebie na działkę w przyszłym tygodniu. Ja pójdę oddać krew (żeby mieć wolne), ona miała wziąć urlop. We czwartek odezwała się, że udało się jej dostać ten urlop i że jesteśmy umówieni. Nie mogę się doczekać, w końcu spędzę z nią prawie cały dzień. :) Na kolejne randki z innymi dziewczynami się na razie umawiać nie będę. Na razie, to znaczy do póki nie będę wiedział, na czym tu stoję. * Jak później powiedziała, sama stwierdziła, że wieczór nie tak powinien się zakończyć i sama chciała do mnie dzwonić, gdy tymczasem ja ją uprzedziłem.
niedziela, 17 kwietnia 2011
Sprawozdanie z tygodnia
Mój weekend powoli dobiega ku końcowi. Za jakieś półtorej godziny wsiadam w samochód odwieźć dziecko do żony, a potem wrócę do domu posiedzieć przy komputerze. Obiecałem sobie, że dziś rozliczę PIT, choć jestem wstępnie umówiony na drinka wieczorem, zatem może mi się nie udać zrealizować tego planu. Wtorek i środa minęły mi bez jakichś ciekawych wydarzeń. We czwartek przyjechała do mnie z butelką wina Ewelina, o której już tu kiedyś wspominałem. Wypiliśmy to wino, przekąszając co nie co, a potem spędziliśmy miło kolejną godzinę czy półtorej. A potem pojechała do siebie. Świetny układ jak dla mnie... Na piątek umówiłem się zaś z Martą (o niej też pisałem, że nie spodziewam się trzeciej randki, a tu takie zaskoczenie, gdy do mnie zadzwoniła we wtorek...). Plan był taki, że mieliśmy iść do jakiegoś klubu, potańczyć. Najpierw wylądowaliśmy w jakimś klubie na Pradze. Sam klub jako taki sympatyczny, tylko akurat tamtego dnia muzycznie mi kompletnie nie przypasował. W jednej sali jakiś beznadziejny koncert, w drugiej jakaś stara muzyka, zupełnie nie taneczna. Więc wyszliśmy i pojechaliśmy do dobrze znanego mi klubu na Ochocie, gdzie dotarliśmy koło północy. Tam już zostaliśmy do 4. Pogadaliśmy, potańczyliśmy, ja się nie mogłem napić bo przyjechałem samochodem, ale i tak było całkiem fajnie. Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy, odwiozłem ją do domu, wczoraj umówiliśmy się wstępnie na dziś wieczór na jakiegoś drinka. Powiedziała, że koniecznie chce zobaczyć mnie jak się nieco upiję i puszczą mi hamulce. No to dam jej dziś tę szansę. ;)
piątek, 08 kwietnia 2011
Dwie nowe pierwsze
W tym tygodniu byłem już na trzech randkach. Na pierwszej drugiej i dwóch pierwszych. ;) Wczoraj i przedwczoraj wypadły te pierwsze. We wtorek spotkałem się z dziewczyną z cafe.pl. Umówiliśmy się koło metra, poszliśmy do pubu przy Widok. Znowu trafiła mi się dziewczyna niespecjalnie podobna do zdjęć. Nie bardzo w moim typie... Randka porywająca nie była. Za to tego samego dnia (tj. we środę), gdy byłem w pracy, napisała do mnie kolejna dziewczyna z cafe.pl. Że się jej podoba mój styl ubierania się. Odpisałem, że na żywo wygląda jeszcze lepiej. Przenieśliśmy się na GG, przekonałem ją do przesłania mi jakiś fotek na maila (bo ta jedna, którą miała w profilu, nie była jakoś wyjątkowo fajna). No to posłała mi dwie całkiem ładne fotografie, prezentujące nie tylko twarz, ale i sylwetkę. (Jak się później okazało, photoshopowane). Więc umówiliśmy się wstępnie na wczorajszy wieczór. Jeszcze próbowała to przełożyć, ale ponieważ na jutro i sobotę mam plany, nie zgodziłem się i w końcu spotkaliśmy się. Na żywo nie aż tak ładna, jak się spodziewałem. Ale zgrabna, przyszła w szpilkach, na których była równa mi wzrostem. To mi się chyba najbardziej spodobało. :) Dziewczyna jest dużo młodsza ode mnie, bo ledwie zaczęła studia. Widać było to momentami. Z kimś w moim wieku jest mi łatwiej rozmawiać, bo o podobnych rzeczach myślimy - o domu i rodzinie. A ona o dzieciach jeszcze nie myśli. W sumie to dobrze, bo ja w następnym związku nie będę podejmować ważnych życiowych decyzji przed upływem co najmniej kilku lat wspólnego życia... Spróbuję ją zabrać w sobotę na imprezę. Na pierwszą randkę to się dyskoteka nie nadaje. Na drugą - bardziej.
wtorek, 05 kwietnia 2011
Pierwsza druga randka
Dziś po raz pierwszy byłem na drugiej randce z dziewczyną poznaną w internecie. Do tej pory żadna ze spotkanych wcześniej nie zrobiła na mnie na tyle dobrego wrażenia, żebym miał ochotę się z nią spotkać ponownie. Spotkałem się z Martą, dziewczyną, o której pisałem tutaj. Dziwna dziewczyna. Ma za sobą układ z facetem, z którym regularnie chodziła do łóżka i nic więcej. Nic zdrożnego w tym nie ma, gdyby nie fakt, że facet był dobrze zaznajomiony z przeróżnymi technikami uwodzenia kobiet, a więc ona te techniki siłą rzeczy też dobrze poznała. Zwłaszcza komuś, kto ma na ten temat tak nikłe pojęcie, jak ja, utrudnia to prowadzenie rozmowy. Mam mieszane uczucia. Nie do końca jest w moim typie, coś mi się w niej nie podoba, tylko nie potrafię jeszcze określić, co to jest. Nie do końca czuję się swobodnie w jej towarzystwie. Nie do końca jestem przekonany, że mam ochotę na trzecią randkę, bo czuję, że donikąd to nie prowadzi. A na jutro wstępnie umówiłem się na kolejną pierwszą randkę. ;)
sobota, 02 kwietnia 2011
Pierwsze pozytywne zaskoczenie
We czwartek spotkałem się z kolejną dziewczyną z internetu, tym razem z eDarling. Na pierwszy rzut oka jej fotka wyglądała na ściemnioną. Gdzieś wyczytałem, że w eDarling administratorzy zakładają lipne profile i ten mi wyglądał właśnie na taki. Bo zdjęcie wyglądało, jak skadrowany skan jakiegoś katalogu mody plażowej - widać było tylko buzię dziewczyny w kapeluszu, na tle morskich fal. Pogadaliśmy chwilę na eDarlingu za pomocą wiadomości, potem przeszliśmy na GG. Jak się okazało, świat jest mały, bo dziewczyna studiowała na jednym roku z dwiema osobami, z którymi pracuję. Znalazłem ją więc w znajomych na Facebooku. Tu na zdjęciach wyglądała mniej zachęcająco. A na żywo okazała się zdecydowanie ładniejsza. Więc przeżyłem pierwsze pozytywne zaskoczenie. Mieszka niedaleko mnie, ma własne mieszkanie i niezłą pracę. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Po pierwszym spotkaniu (kiedy poszliśmy na kilka drinków do pubu) wyglądało na to, że będzie i drugie. Pożyjemy, zobaczymy. |