Imienin syna z prawdziwego zdarzenia nie było. Brata mojej żony z jego rodziną miało nie być, więc żona stwierdziła, że organizację imprezy sobie odpuszcza, bo miałbym być tylko ja, ona i teściowie.
W sumie dobrze. Niespecjalnie miałem ochotę siedzieć tam z nimi. Ale poprosiłem, żeby jakieś ciasto jednak zorganizowała, to sobie z synkiem zjemy przy herbacie.
I w sumie to był chyba pierwszy raz od kiedy się wyprowadziła, kiedy mieliśmy okazję porozmawiać dłużej, niż przez kwadrans, kiedy odbierałem albo oddawałem syna.
Że się żona z kimś spotyka, to już wiedziałem. Rozmawialiśmy o tym chyba w ubiegłym tygodniu, albo sam nie wiem kiedy. Od tamtego czasu poszli już ze sobą do łóżka. Zapytałem i szczerze mi odpowiedziała. Zapytałem, jak jej było. Przecież sama powiedziała mi kiedyś, że w łóżku jej ze mną nie było dobrze. Okazało się, że z nim też nie było za specjalnie. Tak, jak przypuszczałem.
Co by jednak nie mówić, mało to sympatyczne wiedzieć, że kobieta, z którą spędziłem kilka lat, która przez ten czas była mi bardzo bliska, chodzi do łóżka z kimś innym.
Tak czy siak, w połowie października mamy rozprawę rozwodową. Pierwszą, mam nadzieję, że jednocześnie ostatnią...