Życie po rozwodzie
Archiwum
Luty 2011
Marzec 2011
Kwiecień 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Lipiec 2011
Sierpień 2011
Wrzesień 2011
Październik 2011
Styczeń 2012
Zakładki:
Ważne tu na blogu
Kilka słów o mnie
Tagi
  • cafepl
  • eDarling
  • gotowanie
  • imprezy
  • kluby
  • miłość
  • pieniądze
  • praca
  • randki
  • rozwód
  • seks
  • serwisy randkowe
  • Syn
  • teoria
  • weekend
  • żona
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna

Wpisy z tagiem: imprezy

niedziela, 17 kwietnia 2011
Sprawozdanie z tygodnia

Mój weekend powoli dobiega ku końcowi. Za jakieś półtorej godziny wsiadam w samochód odwieźć dziecko do żony, a potem wrócę do domu posiedzieć przy komputerze. Obiecałem sobie, że dziś rozliczę PIT, choć jestem wstępnie umówiony na drinka wieczorem, zatem może mi się nie udać zrealizować tego planu.

Wtorek i środa minęły mi bez jakichś ciekawych wydarzeń.

We czwartek przyjechała do mnie z butelką wina Ewelina, o której już tu kiedyś wspominałem. Wypiliśmy to wino, przekąszając co nie co, a potem spędziliśmy miło kolejną godzinę czy półtorej. A potem pojechała do siebie. Świetny układ jak dla mnie...

Na piątek umówiłem się zaś z Martą (o niej też pisałem, że nie spodziewam się trzeciej randki, a tu takie zaskoczenie, gdy do mnie zadzwoniła we wtorek...). Plan był taki, że mieliśmy iść do jakiegoś klubu, potańczyć. Najpierw wylądowaliśmy w jakimś klubie na Pradze. Sam klub jako taki sympatyczny, tylko akurat tamtego dnia muzycznie mi kompletnie nie przypasował. W jednej sali jakiś beznadziejny koncert, w drugiej jakaś stara muzyka, zupełnie nie taneczna.

Więc wyszliśmy i pojechaliśmy do dobrze znanego mi klubu na Ochocie, gdzie dotarliśmy koło północy. Tam już zostaliśmy do 4. Pogadaliśmy, potańczyliśmy, ja się nie mogłem napić bo przyjechałem samochodem, ale i tak było całkiem fajnie. Wyjaśniliśmy sobie parę rzeczy, odwiozłem ją do domu, wczoraj umówiliśmy się wstępnie na dziś wieczór na jakiegoś drinka. Powiedziała, że koniecznie chce zobaczyć mnie jak się nieco upiję i puszczą mi hamulce. No to dam jej dziś tę szansę. ;)

Tagi: imprezy kluby randki seks
13:24, rozwodnik-waw , na bieżąco
Link Komentarze (1) »
niedziela, 13 marca 2011
Weekendowe wyjścia

Jako że opisuję Wam tu na blogu wszystkie interesujące zdarzenia z mojego rozwodowego życia i zacząłem z niezłym opóźnieniem, to mylą mi się już daty i okoliczności. Muszę chyba nieco przyspieszyć tempa, bo w tym tempie to się nigdy nie wyrobię i zawsze będę mylić szczegóły.

Do tej pory pisałem o pierwszym wyjściu do ludzi po wyprowadzce żony. Od tamtego czasu niemal co weekend gdzieś wychodzę.

Jako, że celem wyjść na imprezy jest poznawanie nowych ludzi i zdobywanie kontaktów, wyjście uważam za nieudane, jeśli nie uda mi się zdobyć przynajmniej jednego namiaru. I do tej pory wszystkie były udane. ;)

Spróbuję przypomnieć sobie po kolei te weekendy i osoby, które wtedy poznałem.

O wyjściu 11.02 już pisałem. Resztę weekendu spędziłem chyba po bożemu w domu.

W kolejnym tygodniu, a dokładniej w sobotę 19.02 z kolegą z pracy poszliśmy do Dekady. Założenie było takie, że pójdziemy we trzech, ale jeden z moich kolegów nie dał rady. Ten, z którym poszedłem, doskonale rozumie moje problemy, bo sam ma podobne (choć jeszcze się nie rozwodzi).

Bawiłem się całkiem nieźle, choć kolegę przyszło mi na trochę zostawić samego. Jeden numer telefonu zdobyłem, choć dziewczyna zaznaczyła później, że zanim do niej zadzwonię, mam zrobić porządek z rozwodem. Widocznie nie wierzyła, że ktoś, kto twierdzi, że się rozwodzi z żoną, rzeczywiście się rozwodzi. Tak czy siak, na imprezie zostaliśmy do rana, a dokładniej -- do śniadania o 5. :)

O następnym piątku już pisałem. Ale nie napisałem, że po południu tego dnia poszliśmy (z kilkoma znajomymi z pracy, w tym ze wspomnianym wcześniej kolegą, Tadeuszem) do klubu Zoo przy Mazowieckiej. Miejsce o tyle ciekawe, że też przy Mazowieckiej byliśmy na wizycie u terapeutki, którą to wizytę opisywałem tutaj.

Tu też szło mi nieźle. Wychodząc, zdobyłem jeden numer telefonu od dziewczyny, z którą trochę tańczyłem i której strasznie spodobała się moja ogolona głowa. Gdy miałem się zbierać, akurat kończyła z kimś rozmawiać przy barze i odchodząc wpadła na mnie, depcząc mi po butach. Jako że była okazja, to wziąłem od niej numer.

Potem była sobota w tym samym tygodniu, gdy znów miałem pójść z Tadkiem na dicho. Ostatecznie on miał jakieś inne plany, więc w akcie desperacji pojechałem sam, znów do Dekady. Tu udało mi się poznać całkiem fajną dziewczynę, Ewę, która jak się później okazała, w ogóle nie leży w obszarze moich zainteresowań. Czemu? Bo trzeba z nią chodzić [1] i to aż do ślubu. A to zdecydowanie jak dla mnie za dużo. Czy pisałem już, że powiedziałem sobie, że kolejne poważne życiowe decyzje (dziecko, kredyt, ślub) będę podejmować po 5 latach znajomości?

Potem był kolejny weekend, który już spędziłem na przeprowadzkach. O tym napiszę osobny wpis, więc teraz tylko w charakterze wytłumaczenia, czemu akurat nie byłem w tamten weekend na żadnej imprezie.

Potem był tydzień, w który we wtorek wypadały Ostatki. Ewa organizowała ze znajomymi wyjście do Dekady (zapisy przez internet, hehe), więc się podczepiłem. Spotkałem się z nią na miejscu, chwilę potańczyliśmy razem a potem się urwałem. I tu poznałem Ewelinę, którą zagadałem stojąc w loży szyderców (kto był w Dekadzie, ten kojarzy pewnie tę barierkę przy parkiecie koło pierwszego baru). Potańczyliśmy chwilę (i według jej słów bardzo dobrze jej się ze mną tańczyło), a potem musiała jechać. Wziąłem więc numer.

No i teraźniejszy weekend. W piątek zadzwoniłem do Eweliny, umówiliśmy się na wczorajszy wieczór. Zgarnąłem ją z miasta i pojechaliśmy do centrum, a dokładniej do klubowego zagłębia przy Mazowieckiej. I poszliśmy do Enklawy. Dużo tańczyliśmy, dużo rozmawialiśmy, całowaliśmy się, momentami było naprawdę gorąco. Wstępnie umówiliśmy się na jutro, zobaczymy, co z tego wyniknie...

 

[1] Znacie jeden z bardziej chamskich tekstów na podryw? Brzmi on "ruchasz się, czy trzeba z tobą chodzić?".

Tagi: imprezy
21:45, rozwodnik-waw , historia
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 marca 2011
Puby i imprezy

Pierwszą okazję do wyjścia do ludzi miałem nazajutrz po jej wyprowadzce, ze znajomymi z pracy.

Odwiedziliśmy tego wieczora ze cztery lokale, począwszy od Mety na Foksal, przez jakiś nieznany mi z nazwy pub z shishą na tyłach Nowego Światu, przez Time Cafe przy Smolnej, a skończywszy na Nowym Wspaniałym Świecie.

Zdobyłem namiar na jedną dziewczynę, z którą spotkałem się kilka razy wzrokiem w drugim pubie. Gdy zbierała się do wyjścia, wstałem, zaczepiłem i dostałem namiar.

W NWŚ też próbowałem sił, ale bezskutecznie. Ale mimo to całkiem nieźle się bawiłem.

W kolejnym tygodniu trochę się ze mnie koledzy w pracy naśmiewali, że ich zostawiłem w cholerę i poszedłem się bawić z obcymi dziewczynami. ;)

Tagi: imprezy
17:40, rozwodnik-waw
Link Komentarze (3) »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog